Oddech

szachy kleiły się do podłogi
schyliwszy nędzną głowę
patrzę na półnagą deskę

w jej dziurach
wąskie klaustrofobiczne
dróżki

prowadzące chyba donikąd
bo Rzym
to tylko r u i n y

na parapecie we sztucznej ziemi
wyrósł kwiatek o trzech
spalonych płatkach

podniósł uśmiech i
spłonął

bo uśmiechem był
p a p i e r o s

kinkiet błyszczał
oczami

mówił że nie u p a d n i e
kłamał!

masz coś z tego domu
który tak mnie przygniata



12. Mamo?

jak nazwiesz człowieka
dążącego do samozagłady z rozpaczy
- mną?

gdy już nie będzie możliwości
odwrócenia przerażonego wzroku
– czy też uciekniesz?

jak o n  i

nie składaj mi obietnic
że nie zostawisz
że będzie dobrze

– nie będzie!
staniemy się t o t a l i t a r n i
nasze umysły wysiądą pod
naciskiem pola magnetycznego

zniewolą nas spojrzenia
tych co kochamy tak strasznie

nim życie zniechęci
i zamknę pokornie oczy
w wyobrażeniu o lepszym świecie

- zaśpiewaj mi mamo



11. Klamki

bilet za złoty piętnaście–
żywe wspomnienie
roztrzęsionego Ciebie

chciałam się podnieść po raz pierwszy
jednocześnie trwając tak przy Tobie

kilka kroków w dół
trochę szumu w głowie

pojawia się anioł
lecimy w nieznane

ktoś o mnie zawalczył!

posypało się–
mea culpa, mea maxima cupla
przestałam chcieć pomocy
oddech zanika w poczuciu bezwartości

ludź krzykł

nął

znów to samo!

zamykamy bramy na milion gryzących
klamek

Tomkowi.